Praca nie tylko dla mężczyzn

Fragment wywiadu opublikowanego w tygodniku "Gnieźnieński Tydzień"

Rozmowa ze starszym brygadierem Waldemarem Januszem, komendantem Powiatowej Straży Pożarnej w Gnieźnie.

Jak to się stało, że został Pan strażakiem?
- Nie mam żadnych tradycji rodzinnych. Zadecydował przypadek. Po maturze nie dostałem się na Politechnikę Poznańską, za co dostałem burę od matki. Pewnego dnia zobaczyłem w prasie ogłoszenie, że odbywa się nabór do Wyższej Oficerskiej Szkoły Pożarniczej. Postanowiłem spróbować i udało się. Na pełnym luzie pojechałem na te egzaminy i zdałem. A teraz nie zamieniłbym tego zawodu na żaden inny.

Jak wspomina Pan pierwsze dni pracy?
- To była czarna rozpacz. Pierwszą pracę zawodową podjąłem w Zakładowej Straży Pożarnej Zakładów Przemysłu Metalowego Hipolita Cegielskiego w Poznaniu. Cieszę się, że trafiłem na odpowiedniego dowódcę i to on nauczył mnie przekładania wiedzy na pracę w terenie. Na początku nie potrafiłem bowiem wykorzystać wiedzy, którą miałem.

Kiedy poczuł Pan, że to jest ten właściwy zawód?
- Szczerze mówiąc poczułem to dopiero po około pięciu latach pracy zawodowej. Stało się to, gdy pierwszy raz uratowałem dziecko z pożaru. Uśmiech rodziców, oczy pełne łez i szczęścia jednocześnie, to jest satysfakcja, której nie dadzą żadne pieniądze. Dlatego zawsze powtarzam, że w tym zawodzie zostają pasjonaci, którzy połknęli bakcyla.

Jak wyglądała pańska pierwsza akcja?
- Pierwsza akcja była dość trudna, bowiem w zakładach Cegielskiego na jednym z wydziałów wojskowych nastąpiło zapalenia się na galwanizerii, co groziło rozprzestrzenieniem się ognia na halę montażu fabryki silników okrętowych. Akcja była dość poważna. Nie było akurat szefa i mnie, jako młodemu oficerowi przyszło dowodzić tą akcją i dzięki Bogu decyzje, które wtedy podjąłem okazały się słuszne.

A najważniejsza i najtrudniejsza akcja?
- Najtrudniejszą była akcja na terenie Kopalni Węgla Brunatnego Konin, w warunkach silnej mgły nastąpiło zapalenie się przenośnika. Sytuacja była dość dramatyczna, ale znów mi się udało. Odpukać nie miałem takiej akcji, którą mógłbym zaliczyć do nieudanych. Zdarzają się jednak pożary, w których nie można pomóc ludziom. To jest w tym zawodzie najtragiczniejsze.

Jak zachęciłby Pan do zawodu strażaka?
- Powiedziałbym tak, że przysłowie za mundurem panny sznurem jest nadal aktualne. Poza tym jest to praca dla ludzi ambitnych, dlatego że pożarnictwo jest interdyscypliną. Każdy może się wykazać. Wszystkich niespełnionych zawodowo, zachęciłbym, aby zajęli się pożarnictwem.

Wywiad opublikowany za stroną sebekfireman.host247.pl  - patrz tutaj  

 

Copyright @ 2015 UNS

Znajdź nas na: fb yt g+ tw